Beatyfikacja a kanonizacja

a propos Wszystkich Świętych

1 listopada 2022

Święci i błogosławieni

 

          Wielu z nas słyszy, że papież beatyfikował jakiegoś człowieka, któremu od tego momentu przysługuje tytuł BŁOGOSŁAWIONEGO. Słyszymy również, że niektórych błogosławionych papież kanonizował i od tego momentu mówimy już nie o błogosławionym ale o ŚWIĘTYM. Mamy więc wrażenie, że błogosławieni są niejako pierwszym stopniem i są „niżsi” od świętych, o których zdajemy się myśleć, że im już nic w świętości nie brakuje. Czy rzeczywiście tak właśnie jest? Jaka jest faktyczna różnica między świętymi i błogosławionymi, i czy takowa jest? Na to pytanie będziemy chcieli odpowiedzieć. Na początku jednak chcemy zapytać o samą świętość – czym jest?, następnie zapytać, dlaczego czcimy świętych i wreszcie wskazać różnicę pomiędzy świętością życia i świętością kanoniczną.

          „Świętymi bądźcie, bo Jahwe jest  Święty – czytamy w księdze kapłańskiej (Kpł 22, 32). To wezwanie przewija się przez całą historię ludzkości, tym bardziej historię zbawienia człowieka. Temu wezwaniu chciał sprostać nie jeden człowiek, któremu Bóg użyczył wielu łask, by osiągnąć doskonałość. Jednakże świętość jako taka przysługuje jedynie Bogu, a ludziom w tym sensie, że są obrazem Boga, zostali stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. To podobieństwo nieustannie odnawiane w człowieku przez nadprzyrodzone działanie Boga będzie kierowało ludzi ku zjednoczeniu z Bogiem, czyli ku świętości. W ten sposób zbliżamy się do definicji świętości według Soboru Watykańskiego II, który mówi: o „najpewniejszej drodze”, „po której wśród zmienności świata, stosownie do właściwego każdemu stanu i warunków będziemy mogli dojść do doskonałego zjednoczenia z Chrystusem, czyli do świętości” (Konstytucja o Kościele nr 50). W tym kroczeniu ku świętości, czyli zjednoczeniu z Chrystusem przeszkadza człowiekowi grzech, który oddala człowieka od Boga, czyli od świętości. Człowiek ze swej natury pragnie dobra i piękna, natomiast grzech ze swej natury jest czymś okropnym, wstrętnym, odrażającym, brudnym od czego człowiek pragnąłby się odciąć. Jednakże tego wielokrotnie nie czyni dlatego, że jakieś dobro zostaje człowiekowi ukazane w perspektywie tego grzechu, podobnie jak to się ma w reklamie. Tym samym decyduje się na odejście od świętości, czyli od Boga. W tym wyborze pozostaje nieszczęśliwy, gdyż wybiera to, czego nie chce. O nietrafnym wyborze dowiaduje się zaraz po swoim czynie i nad nim ubolewa. Jak się jednak okazuje nauka, którą zdobył sparzywszy się grzechem „idzie w las”, gdyż znów popełnia grzech. Nieustannie daje się oszukiwać. Tu na arenę życia człowieka wkracza zniechęcenie, które pragnie utwierdzić go w przekonaniu, że walka z grzechem nie ma sensu i jest skazana na niepowodzenie, a stąd że świętość jest nieosiągalna. W tym stanie ducha człowiek szuka pomocy u Boga. I Bóg przychodzi mu z pomocą przez Kościół, który nie tylko wskazuje „Drogę, Prawdę i Życie”, czyli Chrystusa ale pokazuje, że w życiu Kościoła byli ludzie, którzy niejednokrotnie borykali się z grzechem, słabością a jednak osiągnęli świętość życia przez zwycięstwo miłości. Tych to ludzi nazywamy świętymi i błogosławionymi. Możemy powiedzieć, że w historii Kościoła świętość zawsze była rozumiana jako najwyższy wyraz miłości, która oznaczała przemianę, upodobnienie się do Chrystusa. Faktycznie tak jest, gdyż miłość skłania człowieka do heroizmu i poświęcenia się dla osoby kochanej. Święty więc, czy błogosławiony osiągnął taki stopień heroicznej miłości, właśnie z miłości ku Bogu. Jak zobaczymy w historii Kościoła wielokrotnie zmieniał się ten ideał świętości, inne przypisywano mu atrybuty, jednakże te wysiłki były podejmowane właśnie z miłości ku Bogu. Pierwszymi świętymi Kościoła byli męczennicy, którzy oddali życie za Chrystusa począwszy od św. Szczepana, o którego męczeństwie czytamy w Dziejach Apostolskich. W męczennikach widzimy realizację tych słów Chrystusa: „Nikt nie ma większej miłości, od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” oraz: „Gdy ktoś zaprze się Mnie przed ludźmi, tego Ja zaprę się przed Ojcem, który jest w niebie”. Te słowa stanowiły swoistą normę postępowania w czasie prześladowania Kościoła. Zasadniczo po okresie Kościoła katakumbów, a więc od IV do X wieku świętość dostrzega się także w innych wymiarach nie tylko w męczeństwie. Ideałem świętego staje się człowiek, który ucieka do miejsc nieznanych, wybiera samotność, staje się „szaleńcem” dla Chrystusa, pości, milczy, biczuje się, kontempluje, jego sylwetka wyniszczona pokutami, twarz ascetyczna, raczej bez uśmiechu, ale dobra, a jego życiu towarzyszą liczne cuda.. W wiekach XI-XV świętości polegała przede wszystkim na miłości. Przypomniał to św. Tomasz z Akwinu, który wskazał również na konieczność dowodzenia świętości życia kandydata. W tym czasie dojrzewa w Kościele praktyka papieskiego aktu kanonizacji świętego. Św. Tomasz opracował także katalog cnót, którymi kandydat na ołtarze musiał się charakteryzować. W czasach humanizmu znów świętość została wzbogacona, tym razem większy akcent kładziono na posłuszeństwo, pomni na słowa św. Pawła: „jak przez nieposłuszeństwo Adama grzech wszedł na świat, tak przez posłuszeństwo Chrystusa ...”. Posłuszeństwo Chrystusa było wynikiem doskonałej miłości, którą znowu dostrzegano jako podstawę chrześcijańskiej doskonałości. W wiekach XVI-XVIII święty był otoczony atmosferą cudowności i nadprzyrodzoności. Był opisywany jako chodzące cnoty, a przez to stał się trochę anonimowy. Nie mówiono o człowieku, który toczył bój zbawienia, ale o tym, że charakteryzowały go takie a nie inne cnoty. Po II wojnie światowej obraz człowieka świętego nabrał rysów, które w wzbogaciły zdobycze psychologii, socjologii i teologii.

Zarzuca się nieraz Kościołowi katolickiemu, że kult świętych często przysłania kult prawdziwego Boga, stawiając świętych i błogosławionych w rzędzie bożków i herosów Olimpu greckiego. Często w kościołach eksponowane są obrazy świętych począwszy od Matki Bożej, natomiast Bóg niknie gdzieś w malutkim tabernakulum. Czy tak jest istotnie? To pytanie pojawiało się i będzie się pojawiało, a wynika z prostej nieumiejętności i nieuchwycenia roli świętych w życiu ludzi wierzących. Ich obrazy, czy rzeźby wskazywać mają człowieka, w którym Bóg sobie bardzo upodobał. Bóg wybrał sobie takiego człowieka, aby pokazać światu, że świętość jest możliwa. Przybliżanie życia i dzieła tego człowieka pokazać ma jak wielki trud, z kolei on włożył, by osiągnąć podobieństwo Boże, by zjednoczyć się z Bogiem. Atak na kult świętych jest atakiem wymierzonym w człowieka, by zabrać mu wzorce ludzi, którzy osiągnęli świętość, czyli zjednoczenie z Bogiem. Jest to bardzo sprytne, gdyż pobudka jest niby szlachetna, oczyszczenie wiary z bożków. Tymczasem ma to na celu osamotnienie człowieka w walec ze złem. Wystarczy jednak przyjrzeć się sylwetkom dwóch współczesnych świętych, by zobaczyć jak bardzo świętość pociąga ludzi i jak bardzo wpatrując się w świętych ludzi łatwiej nam kroczyć ku Bogu. Są to św. Ojciec Pio oraz św. Matka Teresa z Kalukty. Oni zawsze chcieli, mówiąc słowami Pisma św.: „By On wzrastał a ja się umniejszał”. Celem ich życia było zjednoczenie się z Bogiem, którego obraz Matka Teresa odkrywała w umierających i odepchniętych. Nigdy nie pokazywali siebie, a swoje życie zawsze dawali do dyspozycji Kościoła i z Jego zdaniem przede wszystkim się liczyli. Święci więc i błogosławieni to szyby przez które dostrzegamy Boga, a nie lustra w których widzimy samych siebie.

          Jak już wspomniano od czasów św. Tomasza z Akwinu zwrócono większa uwagę na sylwetki osób, które pretendowały do nazwy świętych. Tomasz wprowadził również wymóg badania autentyczności ich cnót. Możemy powiedzieć, że sprowadził świętość życia do biurokracji i że od tego momentu zaczęto grzebać w życiorysach kandydatów. Wydaje się, że chociaż Tomasz żył w XIII wieku, to miał bardzo wiele racji. Jego postulaty zostały spełnione przez Komisje kanonizacyjną, właśnie dlatego, żeby po pierwsze nie ośmieszyć świętości przez co najmniej bajkowe wydarzenia z życia świętych i błogosławionych, co skazywałoby samo pojęcie świętości na śmierć, a po drugie solidne badanie cnót kandydata miało dowieść, że rzeczywiście jest to człowiek godny naśladowania w drodze do Boga. Ta staranność badań pokazuje, że prawdziwa świętość niczego się nie boi. Cały skomplikowany proces beatyfikacyjny lub kanonizacyjny trwał czasami latami, żeby wspomnieć św. Jadwigę, królową, która na kanonizację czekała sześćset lat. Jednakże ta mądrość Kościoła jest w pełni uzasadniona, gdyż człowiek, który wydaje się nam czasem szlachetny i dobry, gdzieś w swoim wnętrzu pozostaje w konflikcie z sumieniem i Bogiem.

Te kilka uwag pozwoliło nam poznać przynajmniej pobieżnie samą drogę świętości. Teraz natomiast pragniemy przyjrzeć się samej instytucji beatyfikacji i kanonizacji i zapytać się czym one tak naprawdę są?

 

Beatyfikacja

 

Beatyfikacja jest obecnie aktem papieskim zezwalający na kult publiczny Sługi/Służebnicy Bożego/ej ograniczonym do jakiegoś kraju, miasta, diecezji lub rodziny zakonnej, lub ograniczonym do określonych dekretem papieskim aktów, np. mogą one dotyczyć odprawiania Mszy św. z formularza o tym/tej błogodławionym/ej lub recytacji brweiarza ze wspomnienia błogosławionego/ej. Formalnie rzecz biorąc beatyfikację wprowadzono w Kościele później niż kanonizację. Miała ona udogodnić i zalegalizować kult oddawany w Kościele lokalnym, tzn. w jakimś kraju, mieście, diecezji itp., stąd sprawowana była również przez biskupa, który mógł dopuścić do kultu publicznego godziwego kandydata. Beatyfikacja zatem nie jest orzeczeniem ostatecznym i definitywnym, takim dopiero jest kanonizacja. Akt beatyfikacji zastrzegł Stolicy Apostolskiej dopiero Leon X w 1515 roku.

 

Kanonizacja

 

Kanonizacja, w przeciwieństwie do beatyfikacji, jest ostatecznym aktem papieskim, przez który Sługa/Służebnica Boży/a, zaliczony/a uprzednio w poczet błogosławionych, zostaje wpisany do katalogu świętych, któremu papież poleca oddawać kult publiczny kościelny należny osobom świętym. Świętym może zostać więc osoba tylko wcześniej beatyfikowana. Chociaż kanonizacja była znana już od początków Kościoła, jako kult męczenników i wyznawców, to jednak dopiero w XVII wieku ukształtowała się procedura kanonizacyjna. Wprowadził ją papież Urban VIII w 1625 roku, ale faktycznie osiągnęła ostateczny kształt w czasach papieża Benedykta XIV (1740-1758). Kolejni papieże doskonalili i upraszczali tę procedurę do czego włączył się również Jana Paweł II wydając 25 stycznia 1983 roku Konstytucję Apostolską: „Divinus perfectionis Magister”, w której wprowadził nowe ustawodawstwo dotyczące spraw kanonizacyjnych.

 

Powróćmy do papieża Benedykta XIV, który tak określił różnicę pomiędzy beatyfikacją a kanonizacją: „Istotna różnica między beatyfikacją i kanonizacją nie polega na fakcie, że przy beatyfikacji chodzi jedynie o pozwolenie na kult, ani nawet na tym, że był on ograniczony do określonych osób, zgromadzeń, terytorium, chociaż jest prawdą, że i z tego względu dziś kanonizację odróżnia się od beatyfikacji, ale chodzi o to, że kanonizacja była ostateczną i definitywną sentencją na temat świętości”. (De servorum Dei beatificatione et beatorum canonizatione)

Tak więc istotnymi różnicami między beatyfikacją a kanonizacją, a stąd między błogosławionym i świętym są:

-        beatyfikacja tylko zezwala na kult i to ograniczony co do miejsc i form (np. do miasta, diecezji lub Mszy św.) błogosławionego, natomiast kanonizacja taki kult nakazuje i to w całym Kościele;

-        beatyfikacja nie jest orzeczeniem ostatecznym i definitywnym, natomiast kanonizacja takim aktem jest. W obu przypadkach podpiera się dogmatem o nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności. Kanonizacja daje pewność, że osoba wcześniej uznana za błogosławioną cieszy się radością nieba, gdyż taka właśnie jest wiara kościoła.

 

Ks. Andrzej Nowak

Wszystkich zainteresowanych tym problemem odsyłam do książki ks. Henryka Misztala, „Prawo kanonizacyjne według ustawodawstwa Jana Pawła II”, Lublin-Sandomierz 1997

Pozostałe aktualności


Rozważania o życiu

» więcej

Nie upadek jest rzeczą najgorszą, lecz to, że ktoś po upadku leży i nie wstaje, trwa w złości i słabości swej woli pokrywa myślami zwątpienia.

św. Jan Chryzostom

Ciekawostki o parafii

Poznaj obecne i historyczne fakty


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
175 0.10145902633667