Rozumiesz He kata soma genesis tou Christou kai Theou kai Soteros hemon Jesou Christou?

22 grudnia 2018

Ogrom prezentów, kolorowe wystawy sklepowe, wszechobecne promocje, choinka wystrojona w złote i czerwone bombki i łańcuchy na każdym kroku, siwobrody, ubrany w czerwoną czapkę wyrośnięty krasnal, wzdęcia po obfitej kolacji wigilijnej, wolne od pracy (szkoły), inne niż zwykle piosenki w radiu, dekoracja w rogu ekranu telewizora, wzbogacona oferta programów TV, naklejki z aniołkami w dodatku do ulubionej gazety, tłok w kościele podczas pasterki…

Drogi Czytelniku, jeśli to jedyne skojarzenia jakie masz w związku ze świętami Bożego Narodzenia, to odradzam dalszą lekturę tego – powiedzmy – artykułu. Czytanie poniższych refleksji grozi zanudzeniem, a w konsekwencji natychmiastowym zaśnięciem. Najbardziej zaś drastycznym skutkiem może okazać się pryśnięcie „magii” takich świąt. Jeśli natomiast chciałbyś poznać historię tego wielkiego chrześcijańskiego święta, zwyczaje z nim związane i kilka ciekawostek, to – powiedzmy – artykuł ten może okazać się pomocny… W każdym razie postaram się, aby tak było…

 

O co tak naprawdę chodzi w świętowaniu Bożego Narodzenia? Bo przecież nie o to, o czym mowa była wyżej… Otóż mądrze mówiąc, świętując Narodzenie Pańskie chcemy jako chrześcijanie zanurzyć się w wielkim Bożym misterium polegającym na tym, że druga Osoba Boska stała się człowiekiem, by odkupić skażonego grzechem człowieka. A mówiąc jeszcze mądrzej, chcemy pochylić się nad unią hipostatyczną (spokojnie, bez obaw, to znaczy, że w Jezusie połączyły się dwie natury: boska i ludzka). Upraszczając tę prawdę jeszcze bardziej, można przywołać jedną ze znanych kolęd, która dosyć precyzyjnie oddaje istotę tej właśnie unii: „Bóg – się rodzi, moc – truchleje, Pan niebiosów – obnażony, ogień – krzepnie, blask – ciemnieje, ma granice – nieskończony”. A to znaczy, że w Chrystusie obecne są pozorne przeciwieństwa wynikające z Jego dwóch natur. W praktyce oznacza to, że Jezus był prawdziwym człowiekiem (odczuwał głód, płakał, śmiał się, wzruszał, odczuwał ból) i prawdziwym Bogiem (przemienił się na górze Tabor, działał cuda, zmartwychwstał).

Wydarzenie tego namacalnego wejścia Boga w historię świata i każdego człowieka, jest tak ważne, że od niego rozpoczyna się liczenie lat naszej ery. Warto w tym miejscu zatrzymać się nad datą narodzin Chrystusa, bo związana jest z nim ciekawa historia… Gdybym zapytał Cię, drogi Czytelniku, w którym roku urodził się Jezus, to raczej usłyszałbym odpowiedź, że w roku 1 po Chrystusie (bo nie było przecież roku 0!)… Otóż muszę Cię zmartwić: Chrystus urodził się około 7 roku przed Chrystusem! Paradoks? Może i tak, ale było już za późno, by zmieniać kalendarz, gdy okazało się, że VI-wieczny uczony Dionizjusz Exiguus, obliczając datę narodzin Jezusa na 25 grudnia 753 roku od założenia Rzymu, pomylił się o te właśnie około 7 lat.

Znamy już datę, to wypadałoby jeszcze umiejscowić geograficznie to ważne wydarzenie. Ewangelie są zgodne co do miejscowości, w której Zbawiciel przyszedł na świat. Jest nią Betlejem Judzkie (hebrajskie bet-lehem oznacza „dom chleba” – cóż za niezwykły związek z Eucharystią!). Miasteczko to znajduje się ok. 8 km od Jerozolimy. Za czasów Jezusa liczyło ono ok. 1000 mieszkańców (dziś kilkanaście tysięcy). Klimat jest tu łagodny, choć w porze zimowej dają znać o sobie chłodne wiatry.

Jezus urodził się grocie skalnej (a nie w żadnej stajence, gdzie wszystko mieni się złotem, a z każdej strony aż razi w oczy porządek i nieskazitelny ład – jak gdyby tuż przed wejściem do niej świętej Rodziny wyszła z niej ekipa programu „Kto was tak urządził”!) takiej jak do dziś można spotkać na zboczach gór. Groty takie ogrodzone z zewnątrz, zamieszkiwane były przez ubogie rodziny, nierzadko musiały pomieścić także inwentarz.

 

Świętowanie Bożego Narodzenia nie zawsze było wpisane do kalendarza roku liturgicznego. Pojawiło się ono w nim dopiero na przełomie III i IV wieku. Nieprzypadkowo święto to obchodzimy 25 grudnia. Poganie w tym dniu świętowali dzień narodzin słońca. A to w związku z przesileniem zimowym mającym miejsce tej właśnie nocy – noc ustępuje dniowi a ciemność jasności. Nietrudno o odnalezienie motywacji, dla której ten dzień chrześcijanie uznali za najodpowiedniejszy na (oczywiście symboliczne) ustalenie dnia narodzin Chrystusa: Światłość świata, oświecająca każdego człowieka na świat przychodzącego, prawdziwe Słońce, które nie zna zachodu rodzi się wtedy, gdy także w przyrodzie zwycięża światło, a ciemność traci na znaczeniu.

Święta Bożego Narodzenia wiążą się nierozdzielnie z ciepłem rodzinnym, radosnym nastrojem, miłą i serdeczną atmosferą. Jednak nie zawsze tak było. Prawdziwe ciepło związane z obchodzeniem tego święta, wniósł w obchody Bożego Narodzenia św. Franciszek z Asyżu (XIII wiek). Jeden z jego biografów tak opisuje miłość Franciszka do Dziecięcia Jezus: „Boże Narodzenie obchodził z większym entuzjazmem niż inne święta, nazywając świętem nad świętami dzień, w którym Bóg, stawszy się dziecięciem, ssał mleko kobiety. Z niewysłowioną słodyczą pieścił wizerunek ciała Dziecięcia, a litość dla Niego przepełniająca mu serce sprawiała, że czule wypowiadał słowa, tak jak dziecko. A imię Jezus było mu tak słodkie jak plaster miodu w ustach”. To właśnie św. Franciszek przyczynił się do rozpowszechniania i budowania żłóbków, szopek, które w sposób plastyczny (niekiedy nawet „żywy” imitują sceny pierwszych chwil ziemskiego życia Jezusa). Do dziś takie właśnie szopki zdobią nasze kościoły od wigilii do niedzieli Chrztu Pańskiego (choć w Polsce przyjął się zwyczaj zachowania żłóbka to „Matki Boskiej Gromnicznej”, czyli do 2 lutego, kiedy to obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego). Świętemu Franciszkowi zawdzięczamy również jasełka. Początkowo stanowiły one bardzo prostą inscenizację opisów ewangelicznych, z czasem jednak stały się prawdziwymi, bogato rozbudowanymi scenami teatralnymi.

Nie sposób wyobrazić sobie świąt bez tych pięknych pieśni opiewających Narodzenie Pańskie. Ich (a właściwie samej nazwy) geneza sięga 45 roku przed Chrystusem. Łacińskim terminem calendae określano początek roku. Obchodzono go bardzo uroczyście, odwiedzano się nawzajem (pewnie dlatego kolędą nazywamy także odwiedziny duszpasterskie), składano sobie życzenia (w formie śpiewanej), obdarowywano się upominkami… Nietrudno doszukać się adaptacji wielu tych zwyczajów w kulturze chrześcijańskiej. Jedną z nich jest właśnie śpiew kolęd. Warto zaznaczyć, że kolędy polskie (a mamy ich około 600!) mają swoją specyfikę. Wyrażają one radość i pełne szacunku spoufalenie się z Bożą Dzieciną, Jego Matką i Oblubieńcem Dziewicy.

Trudno wyobrazić sobie święta bez choinki, której stawianie (w Polsce) jest stosunkowo młodym zwyczajem. W krajach germańskich jednak zwyczaj wieszania (w dniach przesilenia zimowego) pod sufitem jemioły, świerku, jodły, sosny istniał już w czasach pogańskich. Miał on symbolizować zwycięstwo życia nad śmiercią, dnia nad nocą, światłości nad ciemnością. Natomiast w świecie greckim gałąź laurową obwieszano owocami, pieczywem, naczyniami z oliwą, potem zanoszono do świątyń i przechowywano w domach. Zwyczaj ten miał zapewnić pomyślność i urodzaj w nadchodzącym roku. W zawsze zielonych liściach drzewa laurowego mieli bowiem zamieszkiwać bogowie… Nietrudno doszukać się tu pierwowzoru dla naszych bombek i innych ozdób choinkowych. Kościół chętnie przejął symbolikę ciągle zielonych gałązek i połączył je z obchodami Bożego Narodzenia. Upatrywał w nich bowiem obrazu dwóch ważnych w historii zbawienia drzew: rajskiego, na którym śmierć odniosła zwycięstwo i tego niesionego przez Jezusa na Kalwarię, na którym została ona pokonana. Jak dopatrzeć się tego symbolu w drucie wygiętym na kształt drzewa owiniętym metrami ponacinanego zielonego sztucznego tworzywa?

A ciekawe kto wpadłby na to, że kolorowe elektryczne żarówki (a czasem nawet diody) połączone zielonym kablem, tak obficie zawieszane wokół naszych drzewek, mają nawiązywać do wielkanocnego paschału… Światełka te bowiem mają być nowoczesną, a przede wszystkim bezpieczniejszą wersją świeczek umieszczanych niegdyś na bożonarodzeniowym drzewku. Ot, taki znak czasu…

A czym byłaby choinka bez mnóstwa kolorowych pakunków pod nią ułożonych? Niepowtarzalną magię świąt tworzą bowiem długo wyczekiwane (zwłaszcza przez najmłodszych) prezenty. W przeważającej większości ich wręczenie wiąże się jedynie (!) z radością milusińskich i szczuplejszym portfelem rodziców. A może przygotowując tegoroczne podarki warto dostrzec w tym geście obraz Boga, który ofiaruje człowiekowi swój największy dar – siebie samego. Żaden wydatek nie może równać się z ceną, którą płaci za nas Pan Bóg…

A skoro prezenty to Mikołaj i to w dodatku święty, a do tego biskup! A nie rozpasany, skomercjalizowany mega-krasnal, z wysmarowanym czerwoną szminką nochalem! Tymczasem ten długo oczekiwany gość to pamiątka biskupa żyjącego w III wieku, słynącego z nieprzeciętnej dobroduszności i wielkiego serca, które było niezwykle wrażliwe na potrzeby ludzi biednych i potrzebujących pomocy.

Ważnym elementem obchodzenia świąt (zwłaszcza w Polsce) jest opłatek. To jeden z niewielu elementów naszego świętowania, co do którego nie wiemy skąd się wziął. Badacze tego problemu (bo są tacy) doszukują się konotacji opłatka z Chlebem Eucharystycznym. Nikt natomiast nie ma wątpliwości co do znaczenia dzielenia się opłatkiem. Biorąc do ręki ten pszenny, kruchy wypiek wyrażamy naszą życzliwość i (gdy jest potrzeba) chęć pojednania z naszymi najbliższymi. Łamiąc opłatek uświadamiamy sobie, że jesteśmy członkami jednej wspólnoty – najpierw rodzinnej, a także parafialnej – bo przecież to parafie są właściwymi „dystrybutorami” tego wyjątkowego chleba. Przyjmując go od przedstawiciela proboszcza wyrażamy chęć tworzenia wspólnoty ze wszystkimi, którzy czynią podobnie. Nieporozumieniem w tym kontekście staje się coraz częstsza praktyka ZAKUPU opłatka w hipermarkecie.

Pięknym zwyczajem jest zostawianie pustego miejsca przy wigilijnym stole dla niespodziewanego gościa. Jednak ten zwyczaj tak piękny jest jak pusty… Kto w dzisiejszych czasach odważyłby się wpuścić nieznajomego do mieszkania? Może, żeby nie popaść w hipokryzję przyjmijmy propozycję Wincentego Pola, w jaki sposób zagospodarować dodatkowe krzesła: „A trzy krzesła polskim strojem, koło stołu stoją próżne i z opłatkiem każdy swoim idzie do nich spłacać dłużne i pokłada na talerzu Anielskiego Chleba kruchy, bo w tych krzesłach siedzą duchy”.

A skoro już jesteśmy przy stole zerknijmy co na nim – słynne dwanaście potraw. A wśród nich: barszcz (czyżby z torebki?), zupa z maku, zupa z suszonego owocu, ryba gotowana, sos z rodzynkami, makaron grubo krojony, ryba smażona, kapusta z grzybami, makiełki (cokolwiek to jest) lub pierogi, kompot z suszonego owocu, kawa, placek z kruszonką lub makowiec.

W ten oto sposób dotknęliśmy niektórych zwyczajów związanych z obchodzeniem świąt Bożego Narodzenia. Jest ich o wiele więcej, jak choćby „herody”, czy kaszubskie „gwiżdże”, jednak są one mniej znane. Te, o których była mowa, są specyficzne dla nas, mieszczuchów, tak bardzo zabieganych, nie mających często czasu zastanowić się po co to wszystko. By zrozumieć istotę świętowania Bożego Narodzenia, trzeba umieć wśród tych, jak by nie było pięknych tradycji i zwyczajów, dostrzec to, co najważniejsze – przychodzącego do człowieka samego Boga. Nie zrozumiemy tej tajemnicy, gdy nie oczyścimy naszego myślenia z tego, co nam niesie ze sobą mentalność współczesnego świata i gdy nie powrócimy na nowo do odkrycia najważniejszego sensu całej tej świątecznej krzątaniny. I nic nam nie dadzą najpiękniejsze bombki na choince, najdroższe prezenty, najsmaczniejsze potrawy, najpiękniej wysprzątane mieszkanie, najczyściej zaśpiewane kolędy czy nawet siedzenie w pierwszej ławce na Pasterce. Bo czy nie jest tak, że o świętowaniu Bożego Narodzenia wiemy tyle, co o tytule tego – powiedzmy – artykułu. A jeśli nie zadamy sobie trudu, by zrozumieć po co to wszystko, to może się zupełnie niespodziewanie okazać, że już nie jesteśmy chrześcijanami…

 

ks. Krzysztof

 

 

Bibliografia:

 

Nadolski B., Liturgika, t. II, Poznań 1991.

Ratzinger J., Obrazy nadziei – wędrówki przez rok kościelny, Poznań 1998.

Śliwański J., Słownik zwyczajów polskiego roku obrzędowo-kościelnego, Hamburg 2003.

Zaleski W., Rok kościelny, Warszawa 1989.

Pozostałe aktualności


Rozważania o życiu

» więcej

Diabeł, kiedy zamierza kogoś zwieść, wcześniej próbuje jego naturę i stamtąd się podłącza, skąd wybadał skłonność człowieka do grzeszenia.

św. Izydor z Sewilli

Ciekawostki o parafii

Poznaj obecne i historyczne fakty


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
160 0.16922402381897